Jeszcze o II Międzynarodowym Championacie.

Nie umilkły echa II Międzynarodowego Championatu Koni Huculskich, jaki się odbył w Klikowej w dniach 11-12 sierpnia b.r. Dostało się i mnie "po uszach" za to, że nie podpisałem swojej korespondencji z Championatu, jak również za to, że zbyt łagodnie i grzecznie opisałem całą imprezę, która wzbudziła tak wiele kontrowersji. Co do pierwszej uwagi, winien jestem wszystkim Czytelnikom przeproszenie oraz oczywiście przedstawienie się. Moje nazwisko: Marian Mikołajewicz. Co do następnej uwagi, że nie byłem wystarczająco krytyczny wobec organizatorów imprezy odpowiem, że każdy z nas powinien przedstawiać własny punkt widzenia, a nie ulegać presji innych obserwatowów. Już w wielu bezpośrednich rozmowach toczonych w Klikowej, w czasie odbywania Międzynarodowego Championatu Koni Huculskich, przedkładałem swój punkt widzenia uznający, że sposób sędziowania pokazu na płycie jest mi bliższy niż to, co obserwowałem na krajowych konkursach. Nie odnoszę się do szczegółowych ocen przyznawanych poszczególnym koniom. bowiem po pierwsze, od tego była Komisja Sędziowska, w której Polska miałe szeroką reprezentację z Przewodniczącym tej Komisji włącznie, a po drugie, nie znam dokładnych argumentów Komisji przyznajacych takie a nie inne oceny. Mnie interesował sam system dokonywania ocen i uważam go za bardziej właściwy niż ten, z którym polscy hodowcy mają na codzień do czynienia. Po pierwsze, pominięcie oceny za "wygląd ogólny i pielęgnację konia" uważam za słuszne. Każdy koń startujący w tej rangi imprezie, powinien być (i był) właściwie przygotowany. Na krajowych pokazach ocena ta służy zbyt często do sztucznego "podciągania" noty dla wybranych koni, lub przelewania własnych animozji oceniających konie do ich hodowców i właścicieli. Jest przy tym tak nieokreślona i nieprecyzyjna, że można się nią posługiwać z dużą dowolnością. Przekonany też jestem, że doprecyzowanie oceny "za pokrój" w postaci oddzielnych ocen głowy, szyi, tułowia i podstawy konia jest słuszne i spełnia także rolę edukacyjną dla hodowców. Jak się okazuje, Komisja Sędziowska HIF-u najwięcej krytycznych uwag miała do "podstawy", czyli budowy nóg prezentowanych koni. To chyba zrozumiałe, że właśnie nogi świadczą o wartości koni i w nich odbija się najwięcej defektów genetycznych, hodowlanych i pielęgnacyjnych. Także bardziej surowej ocenie, w stosunku do krajowych konkursów, poddano chody koni. Bywały przypadki, że konie których kłus oceniano na krajowym pokazie (zaledwie 2 tygodnie wcześniaj) na 9,0 pkt, w Klikowej oceniono zaledwie na 6,5 pkt. Znawcom przedmiotu nie muszę tłumaczyć, jak ogromna to różnica! Czy wynikało to tylko ze stronniczości zagranicznych sędziów, czy może głównie z braku wyraźnych definicji, ... co właściwie jest przedmiotem sędziowania. I wreszcie najbardziej "widowiskowa" ocena, która też wzbudziła najwięcej emocji - za "typ" konia. Otóż, w moim odczuciu, czemu dawałem wielokrotnie wyraz, w krajowych konkursach nadużywano (i nadal się nadużywa) ocen 9 i 10 za ten element wyglądu konia, przy niesprecyzowanym określeniu preferowanych typów. Zderzył się w Klikowej "bukowiński" (moje własne określenie) typ budowy konia huculskiego, jaki hodowany był i jest po południowej stronie Karpat, z typem koni preferowanych w krajowych hodowlach, o zdecydowanie bardziej delikatnej i wręcz szlachetnej budowie. Jeśli do tego dodać awersję niemal wszystkich południowych sąsiadów do srokatego umaszczenia koni huculskich, będziemy mieli wystarczające uzasadnienie tak niskich ocen wielu, znanych z krajowych wystaw koni. Moim zdaniem "czkawką" odbiły się hałaśliwe dyskusje toczone od kilku lat na temat umaszczenia koni huculskich, w miejsce prac nad zdefiniowaniem ich typów hodowanych w różnych krajach i w różnych warunkach geograficznych, jak również sprecyzowaniem prawidłowej budowy poszczególnych partii ciała oraz chodów. Zabrakło też chyba dyplomatycznych talentów naszym przedstawicielom w HIF, którzy mogli wcześniej wciągnąć do współpracy ukraińskich hodowców, "czujących" typy koni występujących w "halickiej" części Huculszczyzny, jak również wyjaśnić naszym sąsiadom, że na Bukowinie nie kończyła się Huculszczyzna. Co do sposobu podawania ocen przez poszczególnych sędziów, nie mam w zasadzie sprecyzowanego zdania. Pewnie ciekawiej byłoby poznać sposób patrzenia na konie przedstawicieli Czech, Słowacji Węgier i Polski, lecz nie mam też nic przeciwko podawaniu jednej, uzgodnionej oceny. Proszę pamiętać, że na krajowych pokazach. mimo wyraźnego obowiązku indywidualnego oceniania koni, bez konsultacji z innymi sędziami, nagminnie łamie się ten zakaz, zatem ... na jedno wychodzi.

Wielkie wzburzenie spowodował fakt, że w Klikowej nie zaprezentowano żadnego elementu próby dzielności koni. Nie czułem się tym rozczarowany po pierwsze dlatego, że od niemal 2 miesięcy przed Championatem podano ten fakt do wiadomości (na oficjalnych stronach www pzkh oraz koniehuculskie, jak równiez na formularzach zgłoszeń), a po wtóre ... mam serdecznie dość "prób dzielności" dla górskiej rasy koni rozgrywanych na "boiskach sportowych". Nie od dziś wiadomo, że Klikowa nie posiada terenu do rozgrywania "ścieżki huculskiej", sztandarowej konkurencji przy tych próbach. Nie wiem co prawda, dlaczego nie przeprowadzono w to miejsce konkursu sportowego skoków przez przeszkody, który zawsze jest bardzo widowiskowy oraz po co prezentowano bardzo kalekie i bezbarwne elementy "ścieżki huculskiej", które nie wzbudziły żadnych emocji. W ostatniej chyba chwili zamieniono też pokazy w powożeniu w niemal oficjalny konkurs, ... ze szkodą dla tego konkursu.

Jako "pean" pod adresem organizatorów określono moją ciepłą ocenę terminowości i tempa w podawaniu wyników podstawowego konkursu - pokazu koni na płycie. Jasne, że w istocie nie ma się czym chwalić, bo to powinna być normą. Jednak dla przypomnienia tym, którzy organizują krajowe zawody, lub uczestniczą w nich podam, że ślamazarne tempo pracy wielu Komisji Sędziowskich, niejednokrotnie już rozpędziło widzów zawodów oraz obraziło sponsorów i oficjalnych, lokalnych gości. Dlatego też, na ten zdecydowanie pozytywny przejaw pracy organizatorów pokazu zwróciłem uwagę.

Ostatnia uwaga dotyczy zwycięcy pokazu w Klikowej, "killera" w jednej osobie, ogiera Goral XV. Nie zazdroszczę osobiście właścicielom tego konia dylematu: skastrować Gorala XV, czy nie. Zgodnie bowiem z obowiązującymi normami, ogiery złośliwe, a takim niewątpliwie okazał się Goral XV, powinny być wykluczone z hodowli. Ale to problem właścicieli konia i osobisty p. M. Hornego. W poprzedniej korespondencji odniosłem się jedynie do wyglądu tego konia i wrażenia, jakie spowodował. Otóż, mimo, iz wielu uznało go za przykład niemal "zimnokrwistego" hucuła, uważam, że oddaje on w pełni wzorzec "bukowińskiego" konia huculskiego, co więcej, jest znakomitym przedstawicielem rodu Gorala.

Czy zatem uważam ogólnie imprezę pod nazwą II Międzynarowy Championat Koni Huculskichw Klikowej za udaną? Nie, nie uważam. Wystąpiły w niej podobne błędy, jak w wielu imprezach krajowych, z nieposzanowaniem praw kibica i widza włącznie. Mam świadomość, że wystawiono w pokazie ok. 110 koni, zatem liczba zwierząt i ekip towarzyszących była naprawdę znaczna. Proszę jednak pamiętać, że wiele ośrodków hodowlanych i stadnin w kraju (w tym prywatnych) organizuje zawody z liczbą koni przekraczających 50 i to w kilku różnych konkurencjach i musi tym wyzwaniom podołać. Można zatem oczekiwać, że tak poważne imprezy, jak Międzynarodowy Championat, uzyskają w przyszłości większe staranie oficjalnych organizatorów, lepsze dopracowania regulaminowe oraz ... znacznie lepsza oprawę medialną.

                                                               Marian Mikołajewicz