Ochrona przed bioróżnorodnością?

Celem nowego Programu Hodowli Koni Huculskich ma być zachowanie walorów tej rzadkiej i zagrożonej rasy, której najważniejszym atutem jest niezwykłe przystosowanie do użytkowania w trudnych górskich warunkach. Jednak Program nie ma szans realizować tego celu, jesli proponowane metody hodowlane nie będą kontunuowały pracy hodowlanej wykonywanej w czasie kształtowania się rasy. Analizując zapisy Programu, można odnieść wrażenie, że w przeciwieństwie do górali huculskich, dla dzisiejszych hodowców wygląd koni, a nie ich cechy użytkowe jest bardziej istotny. Moim zdaniem Program jest szkodliwyzarówno dla koni huculskich, jak i dla hodowców tej rasy. Jest szkodliwy dla koni huculskich, bo narzuca twarde kryteria selekcji na cechy biometryczne i umaszczenie, kryteria które w czasie kształtowania się rasy nie miały większego znaczenia, a proponowany dobór na cechy kluczowe dla tej rasy, czyli cechy związane z użytkowością można uznać za marginalny. Program jest niestety także szkodliwy dla hodowców, ponieważ naraża ich na straty, gdy ich doskonale nawet przygotowane konie urosną więcej niż wyznaczony limit, czy też urodzą źrebięta, u których ujawni się niepożądana maść. Selekcja nie będzie zatem dotyczyć wyłącznie koni huculskich, ale niestety także hodowców o mniej zasobnych portfelach, których nie będzie stać na podejmowanie ryzyka. Można wprost odnieść wrażenie, że zamiast propagować hodowlę tej rasy, próbuje się zniechęcać hodowców.

Ponieważ cechy biometryczne i umaszczenie w dużej mierze są determinowane genetycznie, a jednocześnie ich pomiar obarczony jest bardzo niewielkim błędem, ostre kryteria selekcji mogą spowodować silną odpowiedź selekcyjną i w konsekwencji szybką utratę zmienności genetycznej. Co najgorsze, niekoniecznie tylko zmienności w cechach bezpośrednio poddanych selekcji! Walory użytkowe, takie jak dzielność, łagodność w obcowaniu z człowiekiem, w tym także cechy psychiki, jako cechy behawioralne (związane z zachowaniem się zwierząt) charakteryzują się zwykle niską odziedziczelnością (udziałem genów w determinowaniu danej cechy fenotypowej) oraz dużym błędem pomiaru, stąd cechy te słabo reagują na selekcję. Prędzej czy później da się konia tak przygotować, by zaliczył próbę dzielności niezależnie od jego predyspozycji genetycznych, a spełnienie kryterium użytkowości w dużej mierze zależy od determinacji i możliwości hodowcy. Ponadto, próby dzielności odbywające się w różnych miejscach różnią się poziomem trudności, co stanowi dodatkowe źródło błędu. Zatem, o ile w ogóle da się przewidzieć skutki niezależnej selekcji na kilka różnych cech, można próbować zakładać, że twarde kryteria selekcji założone w Programie powinny stosunkowo szybko doprowadzić do ustabilizowania się wzorca biometrycznego oraz wzorca umaszczenia, zaś cechy związane z użytkowością mogą niestety zmieniać się przypadkowo. Odwrotnie, niż należałoby się spodziewać. Czy koń huculski przyszłości będzie zatem nadal odważnym koniem górskim? Czy wymiary, lub umaszczenie konia uczynią z niego hucuła? Znając czynniki selekcyjne jakie kształtowały tę rasę w przeszłości, obserwowana dziś duża zmienność w cechach biometrycznych nie powinna dziwić i nie powinna stanowić zmartwienia hodowców. Jeśli na te cechy dobór działał tylko pośrednio, a tak należy się spodziewać, to cechy te ewoluowały na zasadzie genetycznych korelacji. Innymi słowy, to dobór na użytkowość w warunkach górskich doprowadził do ukształtowania się charakterystycznych cech fizjonomii hucuła, a nie bezpośredni dobór na te cechy. Niestety, dziś proponowany dobór na cechy fizjonomii niekoniecznie doprowadzi do poprawy użytkowości. Tak genetyka nie działa!

Wysoki wzrost dzisiejszych koni huculskich to raczej nie efekt erozji genetycznej, lecz po prostu zbyt dobrych warunków hodowli - bogatej paszy i niewielkiego obciążenia pracą.  Na tej samej zasadzie obserwujemy wzrost wysokości ciała w nowoczesnych populacjach ludzkich. Czy 100 lat temu ktoś nosił buty nr 46? Do niedawna w Polsce trzeba je było robić na zamówienie, a dziś są stałą częścią asortymentu. Czy za tymi zmianami stoją geny? Raczej nie ma powodów, by tak sądzić. To również, jak w przypadku hucułów, efekt polepszania się bytu. Eliminacja największych koni może niestety doprowadzić do zaniku genów warunkujących m. innymi dobrą przyswajalność paszy, czy wytrzymałość i odporność fizyczną. Czy na pewno o to chodzi?

Jestem zdecydowanie przeciwny opieraniu rozwoju zagrożonej rasy na twardej selekcji, gdyż taka metoda może doprowadzić do utraty cennej cechy populacji - zmienności. Wiekszym zagrożeniem dla tej mało licznej rasy jest utrata zmienności, niz brak stabilnego wzorca biometrycznego, czy wzorca umaszczenia. Należy chronić przede wszystkim bioróżnorodność, także tą genetyczną i nie dopuścić do utraty kolejnych rodów. Jak założono w Programie, priorytetem powinno być unikanie chowu wsobnego. Przy założeniu, że w rozrodzie uczestniczy 1000 klaczy i 180 ogierów, czyli tyle, ile mniej więcej wynosi wielkość dzisiejszej populacji rozrodczej koni huculskich, ze względu za zachwiany stosunek płci w populacji, tzw. efektywna wielkość populacji Ne=610. (Ne to liczba osobników, które faktycznie w danym czasie dają wkład genetyczny do następnego pokolenia). Tak niska wartość Ne wynika z nierównocennego udziału klaczy i ogierów w przekazywaniu genów do kolejnych pokoleń. Dane empiryczne wskazują, że bezpieczna wielkość populacji, która gwarantuje jej trwanie w długim okresie czasu nie powinna być mniejsza, niż 500. Przy mniejszych wartościach istnieje ryzyko utraty zmienności i ujawnianie się szkodliwych recesywnych alleli obniżających znacznie żywotność populacji. Czy ograniczanie liczby reproduktorów jest zatem zasadne? Należy pamiętać, że powyższe wyliczenia efektywnej wielkości populacji są zawyżone, gdyż zakładają, że kojarzenia między poszczególnymi osobnikami nie są niczym ograniczone, że każdy osobnik daje mniej więcej jednakową liczbę potomstwa oraz, że liczebność ta nie podlega flutktuacjom w czasie. Szczególnie dwa pierwsze założenia nie są spełniane dla koni huculskich. Populacja jest obecnie w dużej mierze rozproszona. Co za tym idzie, przepływ genów jest ograniczonyze względu na izolację geograficzną, bo nieczęsto kryje się klacze z południa Polski ogierami z pólnocy i odwrotnie, a sztuczna inseminacja jest w obrębie tej rasy wykluczona. Liczba potomstwa pozostawionego przez poszczególne osobniki jest bardzo zróżnicowana, szczególnie wśród ogierów - rózne ogiery wydają od kilku do kilkudziesięciu potomków. To powoduje, że pewne geny są lepiej a niektóre gorzej reprezentowane w kolejnych pokoleniach. Zatem utrata cennych alleli w małych, lokalnych populacjach o ograniczonym przepływie genów jest wysoce prawdopodobna i to tak naprawdę powinno martwic hodowców i wszystkich tych, dla których losy tej rzadkiej rasy nie są obojętne.

Jeśli Program ma służyć koniom huculskim, należy zastosować metody hodowli naśladujące działania huculskich górali i zadowolić interesy hodowców, bo to od nich głównie zależy powodzenie Programu oraz spowodować zwiększenie zainteresowania hodowlą, by w przyszłości, przy większej populacji zastosować ostrzejsze kryteria selekcji. Przy obecnej populacji jak najbardziej wskazane jest kształtowanie zmienności poprzez nałożenie łagodnych kryteriów selekcji, ale koniecznie opartych o takie czynniki, które oddziaływały bezpośrednio w czasie kształtowania się rasy. Próby dzielności są tu namiastką takich czynników selekcyjnych. Wzorce biometryczne, a także umaszczenie powinny być elementem oceny płytowej, by nie pozwolić na zupełnie przypadkowe dryfowanie tych cech, przy czym nie powinny dużo ważyć na ogólnym wyniku tej oceny. Ocena płytowa zasadniczo powinna mieć dużo niższą wagę, w porównaniu do prób dzielności, a dzis niestety cżęsto decyduje o miejscu koni w rankingu. Powinno się wspierać hodowle koni huculskich w warunkach jak najbardziej zbliżonych do tych, w jakich kształtowała się rasa, czyli bezstajenny chów w terenach górskich, z użytkowaniem koni na szlakach górskich. To najlepsza gwarancja zachowania walorów tej rasy. Przyzwolenie na hodowlę koni huculskich w warunkach stajennych, czy nawet bezstajennie w nizinach, w połączeniu z proponowana twardą selekcją na cechy eksterieru, może niestety skutkować zanikiem tego, co w hucułach najcenniejsze, czyli swoistego przystosowania sie do trudnych warunków bytowania. Jeśli zatem ograniczać liczbę reproduktorów, to przede wszystkim tych, których potomstwo nie ma szans na sprawdzenie się w wyżej wymienionych warunkach. Jednak w obliczu wciąż małej wielkości populacji, zamiast odbierania licencji stajennym hucułom z nizin, szukałbym sposobów propagowania hodowli bezstajennej w górach, tak, by w przyszłości konie z gór stanowiły trzon populacji. W powyższym kontekście, dzisiejsza dyskusja na temat tego, czy hucuł może mieć takie czy inne umaszczenie albo odmiany, jest według mnie poprostu śmieszna. To naprawdę nie ma znaczenia, czy kiedys były siwe hucuły i ile miały centymetrów w kłębie, bo przecież nie to stanowi o walorach tej rasy. Wygląda na to, że nie ma dobrego pomysłu na hodowlę tej rasy koni, stąd wprowadza się w życie pomysły zastępcze. Zagrożona rasa to jednak nie białe myszki, na których eksperymentuje niedoświadczony adept nauki ucząc się na swoich błędach. Jak coś źle pójdzie z myszkami, można wszystko zacząć od nowa, z hucułami może być niestety za późno.